Mętne rozważania: wino, ser i to, co je łączy
Druga strona medalu jest taka, że w Polsce, różnorodność czy pospolitość wina i serów nigdy nie mogła równać się z tą z krajów suto pokrytych winnicami. Nawet, kiedy wokół zamku w Janowcu, czy w okolicach Zielonej Góry, uprawiano winorośle, wino było na polskiej ziemi napojem dla specyficznych grup społecznych. Można powiedzieć, że funkcję deski serów i czerwonego wina, spełniało tu wtedy mleko kwaszone ze szczypiorem i ziemniaki, czy też tak tradycyjny chleb i sól.
Szczególnie mając w myślach okres panowania w Polsce realnego socjalizmu, według ideologii którego to co „z zachodu było złe”, patrzę na łączenie wina z serem jako coś nad Wisłą egzotycznego, niepopularnego, modnego i lansiarskiego. Ale może przyjmuję błędną perspektywę.
Tak czy inaczej, po wydłużonym wstępie, przejdę do ciekawiącej mnie sprawy, a mianowicie wspólnego mianownika wina i sera. Dr Steve Charters, w swojej książce „Wine and Society” (Wino i Społeczeństwo) pisze, że takim mianownikiem może być podział. Autor zwraca uwagę na to, że wino (w całym tekście pisząc wino, mam na myśli produkt fermentacji winogron) można podzielić na „bulk” lub „vrac” (termin oznaczający niezabutelkowane wino, rozlewane ze zbiorników, sprzedawane na objętość, a nie na butelki) i wino elitarne czy prestiżowe. W uproszczeniu można powiedzieć, że wino „bulk” (nazwijmy je niejednostkowym) pije się żeby zaspokoić fizyczne pragnienie napoju czy alkoholu, natomiast wino elitarne, pije się także żeby określić swoją pozycję społeczną. Autor zauważa, że choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że podziałowi temu podlega większość wytwarzanych dóbr, po głębszym zastanowieniu, spostrzeżenie okazuje się fałszywe.
Z produktów, które są pospolite wśród grup o różnej sile nabywczej tylko wino, ser i ubrania można jednoznacznie porządkować ze względu na elitarne i niejednostkowe, bez wyraźnych części pośrednich.



