Spontaniczna degustacja – francuskie wina i sery
My sprawdzaliśmy trzy sery z porostem białej pleśni: Saint André (podobny do sera brie), oraz dwa camemberty: Cœur de Lion i Le Rustique. Sery te miały podobne charakterystyki, różniły je subtelności, jeśli chodzi o aromaty i konsystencję. Najbardziej wyrazistym z nich był Cœur de lion, który był bliski końca daty ważności. Miał prawie lejącą się konsystencję, dość ostry smak i mocne zapachy. To, co wydaje mi się ważne przy łączeniu tych serów z winem to właśnie ich dojrzałość i fakt, że ich półpłynne wnętrze jest otoczone twardszą skórką, która jest delikatna i nie rozpływa się tak szybko w ustach.
Ser Saint André.Próbowaliśmy każdego z serów z sześcioma winami. Poczynając od białych, wytrawnych, a kończąc na czerwonych. Najpierw degustowaliśmy wino, a dopiero później próbowaliśmy go z serem. Pierwszy był Riesling z Alzacji, 2006 rok. Jest to aromatyczne wino, o wyraźnej świeżości (bardzo ważne jest tu schłodzenie białych win do około 12°C), wynikającej z kwaskowego charakteru i z tego, że jest lekko musujący. Ważne jest, że degustowany Riesling miał swój, dość mocny aromat i smak, przez co doskonale pasował do intensywnego Cœur de lion, ale według mnie nie do dwóch pozostałych serów. Przytłaczał je swoją świeżością. Trzeba przyznać, że dojrzały Cœur de Lion w połączeniu z Rieslingiem nabierał nowych zapachów i jeszcze szybciej się rozpływał tak, że wcale nie było pośpiechu w przechodzeniu do następnych win…

Ostatnie białe wino to Chardonnay – Les Cazalets 2007 rok. Wino wyprodukowane na południu Francji, w okolicy miasta Montpellier. To bardzo delikatne i niezbyt złożone, ale przyjemne wino, o mało intensywnych aromatach i ledwo wyczuwalnej kwasowości. W tym wypadku spostrzeżenia, co do serów są podobne do tych, które tyczyły się Vermentino. Wino za lekkie do dojrzałego Cœur de Lion, pasujące, od biedy, do dwóch pozostałych.
Teraz przyszedł czas na wina czerwone. Mówi się, że jeśli chcemy uważnie degustować wina, nie powinno ich być więcej niż sześć. W innym wypadku stracimy zdolność koncentracji. Nawet, jeśli wypluwamy wino. W tym wypadku, dodatkowo trzy sery skomplikowały operację. Więc w zasadzie powinniśmy byli skończyć po białych…
Pierwsze czerwone wino pochodziło z Burgundii, apelacja Hautes-Cotes de Nuits. Już sama nazwa apelacji jest dla mnie urokliwa (cote – wybrzeże, strona i nuit – noc). Wino o pięknym, głębokim kolorze, owocowych aromatach, wyraziste i złożone, ale też lekkie i łagodne o przyjemnej równowadze między kwasowością, konsystencją, zapachami. Po połączeniu go z serami nasuwa się wniosek, że ogólnie można je polecać do serów z porostem białej pleśni – wyraźny, delikatny charakter tego burgunda współgrał z miękkością i aromatami serów.
Malbec z Cahors. Cahors znajduje się na północ od Tuluzy. Wino to, o intensywnych owocowych aromatach, głębokim kolorze i dobrze wyczuwalnych taninach, nadawałoby się do leżakowania. Ze względu na swoją intensywność i dość mocne ściąganie, nazwałbym je męskim winem. Osobiście uważam, że jego charakter nie pasuje do serów z porostem białej pleśni. Nawet dojrzały Cœur de Lion nie był w stanie zrównoważyć wina w ustach i w konsekwencji połączenie nie przynosiło nic ciekawego.
Ser Cœur de Lion.Merlot – Les Cazalets. Jeszcze raz ta sama winnica, co wcześniej, ale w czerwonym wydaniu. Południowe wino o wyrazistych aromatach, owocach i beczce, o wyczuwalnej objętości w ustach. Najlepiej smakowało z dojrzałym Cœur de Lion. Nieco za twarde i intensywne dla dwóch pozostałych serów. Ale prawdę mówiąc pod koniec degustacji i język już był purpurowy od antocyjanów i cierpki od tanin, a nos w serowych zapachach…
Reasumując trzeba przyznać, że taki rajd po winach w akompaniamencie serów to przyjemna rzecz. Fajnie jest czuć jak niektóre smaki zmieniają się w połączeniu z serem i jak jedne odczucia potęgują lub przytłaczają inne. Polecam zwracać uwagę na temperaturę podawania win i serów, a także na minimalne choćby rozluźnienie i koncentrację, jeśli chcemy doświadczyć samych smaków w pełni.



